O tym, że w Płocku grało się piłkarzom Zagłębia zawsze grało się ciężko wiadomo nie od dziś. Wystarczy tylko wspomnieć, że dzisiejsza porażka była dla lubinian dziewiątą w pojedynkach z Wisłą Płock na jej terenie. Przy dziewięciu porażkach lubinianie zanotowali w Płocku tylko dwa zwycięstwa, i tyle samo remisów.
Przed spotkaniem lubinianie zgodnie zapowiadali, że jadą do Płocka po kolejne zwycięstwo w drodze do ekstraklasy, jednak wszyscy sobie zdawali, że nie będzie to łatwe spotkanie. Od pierwszych minut lepiej prezentowali się podopieczni Dariusza Fornalaka, jednak swojej przewagi nie potrafili udokumentować zdobyciem gola. Najbliżej szczęścia był Robert Kolendowicz, po strzale, którego piłka wylądowała na spojeniu słupka z poprzeczką, a następnie wyszła w pole.
Im bliżej końca meczu tym przewaga lubinian stawała się, co raz bardziej widoczna. Miedziowi długimi momentami zamykali gospodarzy we własnym polu karnym, a ci szukali okazji do kontrataku. Po jednym z nich, w 90 minucie meczu, arbiter podyktował rzut wolny z okolic pola karnego Zagłębia Lubin. Po dośrodkowaniu w „szesnastkę” Zagłębia zawodnicy z Lubina nie potrafili wybić kotłującej się pod ich nogami piłki. Całe zamieszanie bezlitośnie wykorzystał Bartosz Sielewski, który dopadł do przypadkowo odbitej piłki i umieścił ją w bramce ustalając wynik meczu.
W spotkaniu z Wisłą, po raz kolejny, swoją klasę pokazali fani Zagłębia, którzy w licznej grupie zameldowali się na stadionie w Płocku. Przez całe spotkanie prowadzili fantastyczny doping, a schodzących po meczu piłkarzy pożegnali chóralnym „Czy wygrywasz, czy nie…”